List Przewodniczącego Komitetu Programowego

Na początek trochę historii. Kongres Muzealników Polskich (dalej Kongres) nie zrodził się przy „zielonym stoliku”. Tak naprawdę „począł” się w pociągu relacji Kraków – Poznań, a „narodził” w muzeum. We wspomnianym pociągu, w dniu 15 marca 2012 r., z ochotą w sercu jechał piszący te słowa na kolejną debatę Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów (NIMOZ) z cyklu „Czas Muzeów”, zatytułowaną „Muzeum jako organizacja pracy twórczej”. Łącząc korzyść z obowiązkiem – Zarząd Główny Stowarzyszenia Muzealników Polskich (SMP) na ten sam dzień wyznaczył termin swojego zjazdu. Moją rolą było przygotowanie tez na spotkanie, które szlifowałem w podróży. Uświadamiając sobie w trakcie tej pracy szybkość dokonujących się wokół nas zmian, które wprost rzutują na byt muzeów, dostrzegając kumulującą się wokół muzeów energię społeczną, zaczęła nękać mnie natrętna myśl, że istnieje potrzeba radykalnego rozszerzenia platformy środowiskowej debaty programowej nad współczesną rolą muzeów, nad istotą naszej pracy. Tego samego dnia, po południu, podejmując dyskusję, w której kreatywny udział wziął również dyrektor NIMOZ-u, dr hab. Piotr Majewski, skonkretyzowała się idea I Kongresu Muzealników Polskich. Dla porządku dodajmy, że stało się to w gościnnych salach Muzeum Instrumentów Muzycznych (oddział Muzeum Narodowego w Poznaniu). Nazwijmy zatem to wydarzenie „inicjatywą poznańską”. Ogień idei trafił na wysuszony stos potrzeb. Nie minęły bowiem trzy miesiące, gdy na kolejnym zjeździe zarządu SMP, w dniu 1 czerwca 2012 r., w Muzeum Techniki i Komunikacji w Szczecinie zdołaliśmy na tyle skonkretyzować ideę Kongresu, że podjęta została w tej sprawie uchwała kierunkowa. Nazwijmy ją „uchwałą szczecińską”. Tymczasem okazało się, że kierunek myślenia SMP jest zbieżny z dyskusją, jaką równolegle zainicjowało środowisko skupione wokół Polskiego Komitetu Narodowego ICOM (PKN ICOM). Po kilku spotkaniach roboczych 14 czerwca 2013 r. w Krakowie, podpisaliśmy porozumienie o współpracy, które sygnowali w imieniu PKN ICOM prof. Dorota Folga-Januszewska oraz prof. Stanisław Waltoś, a w imieniu SMP niżej podpisany. Nazwijmy ten akt „porozumieniem krakowskim”.

Pół miesiąca później wolę współpracy przy organizacji Kongresu wyraziło środowisko muzealników skansenowskich zrzeszone w Stowarzyszeniu Muzeów na Wolnym Powietrzu w Polsce. Ze względu na okoliczności tego faktu – decyzja o tym została powzięta na walnym zebraniu Stowarzyszenia, które odbyło się w Rowach 23 września 2013 roku – siłą rzeczy należy go nazwać „rowieńskim aktem przystąpienia”.

Od tego czasu wydarzenia potoczyły się wartkim nurtem. Po uzgodnieniu wstępnych założeń wydarzenia, w dniu 28 marca 2014 r. w Warszawie ukonstytuował się Komitet Programowy Kongresu (dalej KPK), który powstał jako emanacja organizacji społecznych i instytucji związanych z muzealnictwem (NIMOZ i NCK), a którego skład wydrukowany jest w niniejszym wydawnictwie. Przewodniczącym KPK wybrany został piszący te słowa, który niewątpliwie mierzył siły na zamiary, co może nie było rozsądne, ale o tyle łatwe, że czuł za sobą szerokie zaplecze środowiska, świadomego konieczności debaty i otwartego na zmiany. Otrzymał nadto wsparcie od NIMOZ-u, który zapewnił dla dalszych prac Kongresu sekretarza KPK – został nim Michał Wysocki. Starając się odróżniać kurtuazję od wdzięczności, muszę w tym miejscu serdecznie podziękować Panu Michałowi, który był moim najbliższym współpracownikiem umiejętnie łączącym niezwykłe zaangażowanie z wysokim profesjonalizmem. Komitet Programowy odbył łącznie 11 posiedzeń, zazwyczaj w Warszawie, często dwudniowych, co warto podkreślić, bowiem wszyscy jego członkowie pracowali społecznie, podróżując na spotkania z miejsc odległych od stolicy. W trakcie tych spotkań wypracowany został program Kongresu, określone jego cele, zarysowane ramy organizacyjne projektu. Niewątpliwie najważniejszym posiedzeniem było to, które odbyło się 30 lipca 2014 r. w Warszawie, w trakcie którego reprezentanci organizacji społecznych współorganizujących Kongres (SMP, SMWP, PKN ICOM) i reprezentanci instytucji (NIMOZ, NCK, MKiDN) podpisali porozumienie. Na pierwszym miejscu sygnowała je minister kultury i dziedzictwa narodowego Małgorzata Omilanowska, która 17 czerwca 2014 r. mianowana została na to stanowisko. Nazwijmy ten dokument, także publikowany w niniejszym wydawnictwie, „porozumieniem warszawskim”. Jeżeli wolno mi dopisać do tego osobistą glosę, to udział Pani Minister na wszelkich etapach naszej pracy wypada nazwać nie tylko życzliwym, ale także entuzjastycznym i niezłomnym. Jej konsekwentne przekonanie do idei Kongresu oraz zaufanie, jakim nas obdarzała, przywracało nam równowagę, dodawało siły i wspierało w momentach, gdy członków KPK ogarniało zmęczenie, zwątpienie i zagubienie.

Porządek historyczny na tym zakończę. Kongres, po kilku latach marzeń i wielu miesiącach przygotowań, staje się faktem. W wyniku długich dyskusji uzgodniono, że odbędzie się w Łodzi. Niech zatem przejdzie do historii pod nazwą „Kongres Łódzki”. Dodam tylko, że nie bez przyczyny podawałem powyżej nazwy miast i muzeów, w których wykuwała się jego idea. Kongres nie powstał przy „zielonym i stołecznym” stoliku. Powstał w muzeach, zrodził się z doświadczeń muzealników, jest inicjatywą obywatelską, do której z pełnym przekonaniem, z intencją pracy partnerskiej i z wolą realizacji przystąpił minister konstytucyjny rządu polskiego. Kongres jest zatem ucieleśnieniem marzeń o Państwie jakiego chcemy, a pieczęcią tej wzniosłej rzeczywistości stała się decyzja Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Bronisława Komorowskiego, który w dniu 22 grudnia 2014 r. objął Kongres swoim najwyższym patronatem.

***

Pisząc te słowa nie znam efektu przedsięwzięcia. Po co jednak i komu jest potrzebny Kongres? Jakie są jego cele?

Odpowiedź na te fundamentalne pytania należy podzielić na dwie perspektywy. Kongres byłby połowicznie sensowny, gdyby potrzebny był jedynie muzealnemu środowisku. O ile odkrywamy, że muzea są społecznym dobrem wspólnym, to perspektywa wykonujących swój zawód muzealników musi uwidaczniać się w parze z perspektywą publiczności w muzeach. Jeżeli uświadamiamy sobie, że statystyki informują o rosnącej frekwencji w muzeach, która w roku Kongresu zapewne przekroczy 30 milionów, to nasza perspektywa musi być szeroka i odnosić się do społeczeństwa polskiego i europejskiego. Zarówno zatem w perspektywie refleksji środowiskowej, jak i powszechnej, medialnej, rewizji wymaga wizerunek muzealnika – badacza odizolowanego od publiczności i pochylonego nad badanym zabytkiem w gabinecie. Obraz ten dawno stracił na aktualności, podobnie jak stereotyp o muzeach, jako miejscach co do zasady nieprzyjaznych, zamkniętych, izolujących zwiedzającego od muzealiów tak dalece, że na nogi zakłada mu się grube filcowe kapcie na gumce. Celem Kongresu jest zatem złamanie w mediach stereotypów muzealnych i przekonanie społeczeństwa, że są to nowoczesne instytucje, a środowisko ich pracowników jest otwarte na zmianę i obecne dzisiaj w debacie. O ile bowiem w powszechnym poglądzie jest raczej zgoda co do tego, że muzeum pełni doniosłą rolę w pielęgnowaniu i krzewieniu tożsamości historycznej i narodowej, o tyle warto podnieść, że zadaniem muzeów jest również prowadzenie dialogu społecznego o aktualnych problemach naszego kraju oraz współczesnego świata, z perspektywy zgromadzonych dóbr kultury i historii.

Rzecz jasna zmiana perspektywy, czy też tylko jej poszerzenie, przekłada się na zwiększenie aktywności muzeów, co musi zostać wsparte zarówno procesami legislacyjnymi, jak i zmianą spojrzenia na ekonomiczne funkcje muzeów. Daleko bardziej niebezpieczny od stereotypu „kapcia muzealnego”, jest innym stereotyp, który pokazuje instytucje muzealne jako biorcę środków z budżetu publicznego. Trzeba koniecznie uświadomić społeczeństwo, że sytuacja jest absolutnie odwrotna. Muzea bowiem pozyskują dotacje ze środków publicznych, ale na gruncie ekonomicznym, poprzez wytwarzane wartości zwracają do budżetu daleko więcej aniżeli pozyskują. Muzea są czynnikiem zmiany lokalnej, tworzą miejsca pracy i popyt na usługi wokół nich. Co najważniejsze, pokazują, że rozwój nie może być utożsamiany jedynie z rozwojem ekonomicznym, bowiem dostęp do kultury jest immanentną potrzebą społeczności i jednostek. W tym kontekście potrzebna jest zasadnicza zmiana systemu finasowania muzeów. Niezbędnym jest odejście od uznaniowego dotowania muzeów przez organizatora, uzależnionego od niemerytorycznych przesłanek, na rzecz systemu, który zapewni stabilność trwania i rozwoju muzeów. System ten nie może pominąć kwestii uposażenia muzealników, bowiem obecny ich poziom w dłuższej perspektywie czasowej z zawodu wysokich kompetencji stworzy zawód selekcji negatywnej.

Kolejnym obszarem do uregulowania jest kwestia kolekcji muzealnych. O ile trzeba uświadomić sobie, że na skutek wojen i zaborów, stan posiadania polskich muzeów jest uboższy niż innych krajów europejskich, o tyle trzeba stworzyć warunki prawne i finansowe do stałego budowania kolekcji muzealnych. Nie załatwią tego problemu programy operacyjne państwa bądź samorządu, bowiem uniemożliwiają one szybką reakcję, która w staraniach o dzieła sztuki bywa najistotniejsza.

Poważnego namysłu wymaga kwestia refleksji nad infrastrukturą. Polska muzealna jest obecnie krajem niezwykłych kontrastów. Nowe, oszałamiające i budzące naszą dumę gmachy rosną obok nieremontowanych, niedoinwestowanych budynków muzealnych. Potrzebna jest refleksja nad celowością wielkich inwestycji muzealnych, która nie tyle podda je w wątpliwość, ile zauważy konieczność doinwestowania tego, co już istnieje. Muzea polskie, zarówno w obszarze przestrzeni publicznej (wystawy, sale edukacyjne), jak i ochrony zbiorów (magazyny) muszą utrzymywać jeden standard, stosowny do rangi państwa polskiego. Muzea potrzebują ingerencji państwa i zmian legislacyjnych idących w stronę stworzenia polityki spójności i wyrównania poziomów dla prowadzenia działalności. Muzea w Polsce są bowiem większe lub mniejsze, ale standard działania powinny, dzięki posiadanemu zapleczu, mieć wyrównany. Szczególnym wyzwaniem jest tutaj obszar cyfryzacji zbiorów. Bez rozwiązania systemowego ten ważny i nieuchronny proces powiększy różnice pomiędzy instytucjami, zróżnicuje niekorzystnie standardy technologiczne, stworzy problemy trudne do naprawienia przez pokolenia.

Muzea polskie „ciągną za sobą długi ogon” naszej trudnej historii. Dziedzictwem II wojny światowej i okresu wprowadzania komunizmu są ogromne starty w inwentarzach muzealnych i prywatnych kolekcjach. Przemieszczenia zbiorów pomiędzy muzeami, przejmowanie przez nie zabytków w ramach procesu nacjonalizacji, odbyło się w sposób opresywny, w poczuciu społecznej krzywdy. Wiele z dokonanych wówczas kroków jest nieodwracalnych. Te, które można jeszcze odwrócić wiążą się z trudnymi do oszacowania kosztami. Nasze pokolenie musi jednak zdobyć się na refleksję nad tym co się stało. Muzealnicy bowiem rozumieją, że przyszłość zaczęła się wczoraj.

Pytania o cele Kongresu wynikają wprost z pytań o to, po co dzisiaj potrzebne są muzea? Bo współczesny człowiek potrzebuje alternatywy dla cywilizacji galerii handlowych, które otaczają nas szczelnym kordonem pozornej atrakcyjności i płytkiej beztreściowości. Bo nasze społeczeństwo potrzebuje energii. Nie jest trudno ją nazwać. To autentyzm i prawda zweryfikowana. To energia, która śpi lub tylko drzemie w zabytkach – muzealiach, które, za sprawą muzealników, są zdolne do powstania z martwej przeszłości do życia. Na konferencji „Heritage First”, która w marcu 2014 r. obradowała w Atenach, przewodniczący Międzynarodowej Rady Muzeów (ICOM) Hans-Martin Hinz powiedział, że muzea są katedrami XXI wieku. Czy pomylił się? I czy takie sformułowanie ma znamiona świętokradztwa? Jeżeli byłoby to wypowiedziane z zamiarem nadania dziedzictwu znamion sacrum absolutnego, to pewnie można by zastanawiać się nad próbą prometejskiej kradzieży świętości. Jeżeli jednak rozpoznajemy dzisiaj muzeum jako lepiszcze, które ma potencjał z jednostek tworzyć społeczności, to w istocie muzea w tym znaczeniu stają się współczesnymi „świątyniami”. Muzea są miejscem, gdzie zaspakajany jest ogromny deficyt społeczny, który powstaje na styku tabloidyzacji i globalizacji. To deficyt kultury pamięci. Bo przeszłość jest tak samo budulcem człowieka, jak teraźniejszość. Doświadczenia, które nie są oparte o przeszłość, pozbawione są ciągłości, a to czyni egzystencję człowieka pustą, pozbawioną tożsamości. Muzea są zatem laboratorium „odzyskiwania pamięci”, która była zapomniana, czasem celowo zmanipulowana i zdeformowana. Muzea nie tylko odzyskują, ale również „konstruują pamięć”, czyli budują mity, które często są konstytuującą i założycielską „kotwicą”. Po trzecie wreszcie muzea „chronią i umacniają pamięć”, znajdując w ostatnich latach uniwersalne narzędzie dla realizacji tej misji. Jest nim „opowieść”, która snuta bez pośpiechu ma wartość terapeutyczną. Taką misję – snucia opowieści – ma muzealnik.

Czy każde muzeum potrafi dzisiaj sprostać nowej roli? Czy każde jest zdolne do tego, aby przejść proces zmiany i otworzyć się na nowoczesność zachowując przy okazji niezwykłą ostrożność, aby po drodze czegoś istotnego nie zgubić? Czy każde muzeum, nawet o ile jest widocznym czynnikiem zmiany w swoim mieście, ma rangę i skalę, która upoważniłaby do nazywania go „katedrą XXI wieku”? Pytania są źle zadane. Muzeum bowiem nie ma mocy sprawczej. Mają ją, o ile chcą, muzealnicy. To Oni stanowią o bycie muzeum, to oni znają tajemniczą moc, która z martwego chochoła śpiącego zabytku, wprawia naszą wyobraźnie w żywy taniec. To Oni „wywołują duchy” w II części mickiewiczowskich Dziadów, które w III części stają się energią narodu. Kongres to spotkanie, które tę energię ma wyzwolić. Bo świadome przeżywanie przeszłości i kontemplowanie sztuki, która o niej świadczy, czyni człowieka wolnym.

 

Michał Niezabitowski

I Kongres Muzealników Polskich